Velio Soldano: Zbyt wielka radość pogłębia ból po rozstaniu...

*Wspomnienia włoskiego przyjaciela Jurka Kukuczki.

Niestety nie zachował się oryginał, a tłumaczenie, co tu dużo mówić, jest nie najlepsze, w dodatku przepisywane z rękopisu, stąd prosimy podczas czytania puścić dozę fantazji i domyślać się co autor miał na myśli.
Tekst pozostawiamy niezmieniony.


Zbyt wielka radość pogłębia ból po rozstaniu...

Jerzy Kukuczka - Jurek - dla przyjaciół, alpinista urodzony w Katowicach w 1948r. zginął na Lhotse w 1989r. Członek i przyjaciel klubu C.A.I w Pieve Di Soligo, poświęcił wszystko górom które go zdradziły, wpierw jednak wykazując nadzwyczajne osiągnięcia, aby wyprzedzić wszystkich.
Komuś, kto mnie pyta co mogę powiedzieć o Jurku, mówię, że był dla mnie synem, a więc nie byłem zafascynowany jego niezwykłymi wyczynami alpinistycznymi, a jednak byłem dumny, że po wielu trudach zdobył pierwsze miejsce wśród alpinistów, jednak znajomość jego osobowości wzbudziła we mnie największy szacunek jakim go darzyłem.
Jestem dumny z tej przyjaźni, jakkolwiek Jurek zasługiwał na szacunek i przyjaźń wszystkich.
Z natury jestem bardzo emocjonalny, a zarazem pesymistą, niezbyt łatwo nawiązuje nowe znajomości, jednak gdy poznaje się osobę tej wielkości co Jurek, nie można pozostać obojętnym, znajomość przemienia się w przyjaźń.
Spotkaliśmy się wiele razy tutaj w Polsce. Drobny szczegół, który mówi o afekcie, Jurek nie przyjeżdżał do Włoch, pomijając mnie, jeżeli nie mógł wpaść choć na chwile, dzwonił, prosząc, abym, go odwiedził.
Ostatnie spotkanie przed wyprawą na Lhotse było wyznaczone w Pieve Di Soligo, tuż po powrocie, Jurek miał zatrzymać (*spotkać?) się nie tylko ze mną, ale ze wszystkimi przyjaciółmi naszego klubu, którego był członkiem.
Nasza przyjaźń była cudowna, Jurek, jego rodzina, przyjaciele, wciąż odkrywałem w nim nowe wartości, które przywiązywały mnie do niego coraz więcej, a więc jest mi trudno, a wręcz niemożliwie ukazać mój ból i cierpienie po jego stracie.
Było by wiele do powiedzenia, ale aby opowieść nie była zbyt osobista lepiej zacytuje jego (nieczytelne) w książce „Góry talizmanem przyjaźni między narodami...
Alpinista wielkiej klasy, jeden z niewielu prawdziwych alpinistów, przede wszystkim himalaista, mało znamy jego charakter. Skryty w uczuciach, wyzbyty pychy, nie zmanierowany praktykuje alpinizm z czystej pasji, nie aby pochwalić się i ukazać swoje szczególne uzdolnienia, kocha prawdziwie góry i ludzi, które je kochają...”
Potwierdzenie jego pasji do gór można zauważyć w książce „W czternastym niebie” Jerzego Kukuczki, opracowanej przez Juliusza Komarnickiego. Książka ta ukaże się wkrótce, gdzie Jurek pisze... ”Zdobywam szczyty himalajskie dla mnie samego. Fakt, że rodzina, a może i ojczyzna mają jakieś satysfakcje, dla mnie jest podnietą, ale nie idę w góry z intencją zadowolenia kogoś poza samym sobą...”
24 października klub C.A.I. Pieve Di Soligo stracił wielkiego członka, ja straciłem drogiego, szczerego, dobrego przyjaciela. Zbyt wielka była radość, zbyt wielki ból...
Jakkolwiek myślę będzie bardzo trudno, mam nadzieję doczekać jednego następcy Jurka, aby kontynuował jego dzieło.
Jurek dla mnie pozostaniesz wybranym, ulubionym.


Pieve Di Soligo, 9 styczeń 1990r.
Velio Soldano